


Tak sobie niekiedy myślę, że to musiała być naprawdę cholernie zła noc… ta zima ‘87 roku. Nie ma się też co dziwić… rocznik po Czarnobylowski jestem przecież. W gruncie rzeczy ponad dwadzieścia lat musiało minąć, żebym uświadomił sobie, że zwykły, szary człowiek względem narodzin wpieprza się w pętlę wiecznie zapętlonego gówna.
“Absurdem jest, żeśmy się urodzili, i absurdem, że umrzemy.” – Sartre
Zawsze jest jeszcze nutka nadziei. Nieważne czy zbierasz miesiąc w miesiąc do pierwszego, czy podcierasz tyłek studolarówkami. Jak każdy prędzej czy później będziesz musiał opuścić ten piekielny padół. Pomimo, że prawie co dzień zdarza mi się pytać samego siebie – “a co dalej?”, wierzę w Boga. Może to kwestia wychowania, sumienia, walki z trendem agnostycyzmu, a może po prostu opozycja do braku wiary w ludzi. Ludzie generalnie dzielą się na idiotów i na tych którzy żerują na idiotach. W gruncie rzeczy, jedni od drugich są gorsi. Obłudni, źli, samolubni – jakkolwiek nie chcieliby stwarzać innych pozorów. Może dlatego wierzę? Przecież nawet matka natura nie byłaby wstanie sama stworzyć takiej ilości syfu.
“Nie wystarczy urodzić się człowiekiem, trzeba jeszcze być człowiekiem.” – Wyszyński
Jestem Polakiem, dumnie to brzmi. Z definicji tylko. Bo przecież w gruncie rzeczy, jako naród nie mamy się czym chwalić. No dobra, waleczni byliśmy, chociaż na końcu i tak zgarnialiśmy wpi**dol. Mamy trochę dobrych informatyków, sezonowo znajdzie się też jeden na 40 milionów ludzi dobry sportowiec, no i przede wszystkim – jesteśmy elitą wśród politycznych i intelektualnych mędrców. Szczególnie w dziedzinach o których nie mamy zielonego pojęcia. Niby mamy także dobrą kadrę naukowców i po części dobrze zapowiadających się studentów. Co z tego? Skoro i tak rzadko kiedy coś przełomowego wymyślamy, a jeśli już to i tak jesteśmy za głupi, żeby na tym zbić kokosy, czy chociażby przyczynić się do rozwoju świata i sprzedajemy to na zachód za pół ceny w rytm dewizy “Polak jest tani”.
Właśnie – sam jestem studentem. Do elity nie należę. Szczerze… słabo mi idzie. Nie chce mi się. Za stary na to jestem. Nie jestem anarchistą. Włosy mam za krótkie, aby nim być. Po prostu nie podoba mi się nasz zły system edukacji. I tyle. Pomimo, że nie muszę łączyć końca z końcem to przytłacza mnie te całe życie. Nie, nie chce umierać. Za bardzo przyzwyczaiłem się do tego całego otaczającego świata. Zresztą jest to chyba jedyna rzecz której się boję.
“Co cię nie zabije, to cię wzmocni…” – H.F.Nietzsche
Politechnika Poznańska, tam uczęszczam. Chciałem kontynuować małą rodzinną tradycję. Żałuje teraz. Nie chodzi o poziom. Wiedziałem, że będą ładować po dupskach z materiałem. Nie wiedziałem, że tylko tak nieprzydatnym. Ludzie na pierwszym roku programowali roboty, ja rok później liczyłem nadal całki na kartce. Mniam. Aż mnie ciarki przechodzą z rozpaczy…
Na szczęście mam jakieś zainteresowania. Zaczęło się od tej pieprzonej informatyki. Gdybym wiedział, że tak to będzie szło to zostałbym farmerem. A pochwal się komuś, że umiesz sklepać stronę w HTML’u. Masz prze***ane do końca życia. Dużego biznesu z tego nie rozkręcisz za szybko, bo albo potrzebujesz kapitału, albo twój wyimaginowany przyszły zleceniodawca będzie potrzebował trzystu certyfikatów, ośmiu skończonych uczelni (z czego trzech na poziomie doktoranckim), dwudziestu referencji z korporacji z informacjami o doskonałej i nienagannej pracy no i najlepiej wieku maksimum 25 lat, z 20 letnim stażem w branży IT. Co z tego, że wyrobiłeś sobie swój styl pisania. Co z tego, że pieprzysz konwenanse, uczysz się sam, szybko przyswajasz wiedzę, potrafisz pracować w grupie. Liczy się marketing, marketing ku**a. A to tylko pieprzony HTML…
Widząc, że branża ta to jeden wielki “humannet” znajomych drążyłem w sobie inne zajęcia. Kiedyś lubiłem się trochę w historii Drugiej Wojny Światowej i filmach opowiadających o mafii. Ba, w pewnym momencie poważnie myślałem, że najprościej będzie zostać magistrem z historii. Lubiłem ją. Szczególnie w okresie, gdy potrzebnej mi matematyki uczył mnie Sz. P. nie mający ani ciut żyłki do kształcenia innych. Wtedy dopadł mnie ten przeklęty leń. Dziś został mi z tego tylko zarys hobbistyczny. Kocham muzykę. Kiedyś RAP, dzisiaj głównie muzyka elektroniczna, klubowa.
“Co jest najśmieszniejsze w ludziach:
Zawsze myślą na odwrót: spieszy im sie do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.” – Coelho
Kim jestem? Wg. powyższej reguły… pewnie idiotą. Leniwym, ironicznym, krytycznym, klnącym wyrażając ekspresję, złym idiotą. Idiotą… bo niestety nie mam sumienia, mówiąc młodzieżowo “iść po całości”. Ku**a… nie umiem krzywdzić ludzi! Wykorzystywać ich, tak naprawdę… do bólu. A oni robią to tak wspaniale… może kiedyś przyjdzie pora, aby przyjąć tą lekcję z pokorą i ją zapamiętać.
Na blogu nie będzie tekstów stricte o mnie, moim charakterze. Może jakieś wstawki, dla klimatu. Nie nastawiajcie się, że będę smęcił tak jak powyżej. Jak już to w inny sposób. Będzie o wszystkim o niczym. O życiu, polityce, nowinkach, programowaniu. I na poważnie, i na luźno. I tak zrozumie to ułamek, większość nie pojmie, a reszta mnie zbluzga. Grunt to szczerość przecież… bo najgorsza prawda, jest lepsza niż kłamstwo…
A teraz uśmiechnij się, jesteś w ukrytej kamerze. To tylko wyraz pewnej mojej wewnętrznej ekspresji, mający dowieść, że potrafię “skrobnąć” coś z dużym przymrużeniem oka i dystansem do siebie, i innych. Zapraszam do czytania, może być tylko lepiej, “bo nie taki diabeł zły jak go malują”… ;]
data: Anno Domini 2008, 28 Sierpień
temat: “Teraz Ku**a Ja…”
opis: “pamiętniczku, dzisiaj pocisnę na całego – czyli kilka ekspresyjnych słów o sobie z dystansem”


















