
Mówi się, że pierwsze razy niekiedy bolą. Ten pomimo, że długi był w gruncie rzeczy miły, przyjemny, wręcz zabawny. Po ponad miesięcznym maratonie organizacyjno-roboczym zakończyliśmy wraz z dotarciem do punktu kulminacyjnego drogę pierwszego etapu wyprawy – finału polskiej edycji Imagine Cup 2009. I ten dziewiczy rejs, oczyma czwórki pasjonatów postaram się dzisiaj przedstawić…
Warszawa, 12 maja, anno Domini 2009!
Siedząc pełni entuzjazmu kilka godzin w pociągu relacji Berlin – Poznań – Warszawa nie podejrzewaliśmy, że będzie to pierwszy, a zarazem ostatni dzień euforii, połączonej ze stresem związanym z wyzwaniem jakie nas czekało. Sesja plakatowa, czyli pierwsze starcie z jury, a potem możliwość prezentacji projektu na scenie głównej – takie było założenie. Przynajmniej moje. Nie żadne minimum, bo ono zostało już w naszych oczach osiągnięte. Po prostu cel…

OneStepEarth – nasze rozwiązanie pomagające w walce z nadmierną emisją dwutlenku węgla.
Cofnijmy się o niespełna rok wstecz…
Nie załamując rąk po tym jak w zeszłorocznej edycji z powodów terminowych pomyłek nie wystartowaliśmy, tym razem postanowiliśmy bardziej skrupulatnie przygotować się do konkursu. Skompletowaliśmy na nowo team w postaci jednej kobiety i trzech jurnych facetów. Patrycję – studentkę Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza oraz Bartosza (Doss), Tomasza (Tomaj) i mnie na co dzień uczęszczających na Politechnikę Poznańską. I tak oto zapoznając się z tematem tegorocznej edycji Imagine Cup zabraliśmy się do pracy, która w przyszłości miała nas kosztować dużo nerwów, potu, ale i nie mniej satysfakcji przeplatanej z odrobiną niedosytu. Kategoria Projektowania Oprogramowania stanęła przed nami otworem…
Wyobraź sobie świat, w którym technologia pomaga rozwiązać najtrudniejsze problemy ludzkości
Temat powyższy podparty był osmioma milenijnymi celami rozwoju stworzonymi przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Zlikwidowanie problemu głodu i energii, rozwój (terytorialny) edukacji, równość płci, zdrowie dzieci i matek w ciąży, walka z HIV/AIDS, ekorozwój środowiska i światowe partnerstwo – tych fraz powinno dotyczyć rozwiązanie i chociażby pośrednio się do któregoś z nich przyczyniać.

Co by nie było, że organizatorzy nie mieli poczucia humoru. Nazwa sali, gdzie prezentowaliśmy się w pierwszy dzień.
Jak przyznali poszczególni członkowie komisji – nam się udało wstrzelić i w jeden z powyższych celów, i w samą popularność problemu który poruszaliśmy. Jakby nie patrzeć to właśnie jego dobranie zajęło nam najwięcej czasu. Na tyle długo, że zaczęliśmy go realizować dopiero po uzyskaniu wyników przejścia do drugiej rundy, gdzieś na początku lutego.
Praktyka czyni mistrza!
Myśleć, kombinować, puszczać wodze wyobraźni można długo. Nawet trzy, cztery miesiące – tak jak to było w naszym wypadku. I to na jeden temat. Piękna sprawa przeplatana komfortową sytuacją, prawda? Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy trzeba zrealizować swoje fantazje. A jeszcze bardziej się on potęguje, gdy nie wszystkie scenariusze, konspekty, aspekty teoretyczne programu są opracowane i często w czasie pracy trzeba improwizować, dopóki nie otrzyma się prawidłowych źródeł, danych na których ma być oparty odpowiedni element naszego produktu.
Interoperacyjność, czyli w kontekście informatycznym możliwość przekazywania danych w różnej formie pomiędzy różnymi aplikacjami, platformami, czy urządzeniami.
Dwa miesiące ciężkiej pracy, wyszukiwania niezbędnych podstaw informacyjnych oraz przełożenie ich na nasze potrzeby, walka z interfejsem przy użyciu przede wszystkim WPF’a i w końcu implementacja naszych założeń w programie pisanym w C# z danymi kolekcjonowanymi w bazie MSSQL dały swój wymierny rezultat. Nie poszliśmy w interoperacyjność, lenistwo oraz walka z czasem (na własne życzenie) i ograniczeniami związanymi ze studiowaniem zawężały nam znacznie możliwości. Nie odbyło się jednak bez walki do samego końca. Jeszcze dwa dni przed upłynięciem terminu zdawania prac walczyliśmy z wynikami naszych wypocin tak, aby zredukować ilość błędów do niezbędnego minimum oraz, aby z jak najlepszej strony zaprezentować to co stworzyliśmy.
Kiedy finały krajowe stanęły otworem…
Ogarnęło mnie przede wszystkim zaskoczenie. Duże. Jestem z reguły realistą, a co za tym idzie bardzo często także pesymistą. Żyjemy przecież w Polsce. Tu nawet nie biją za darmo, bo w ramach pakietu „darmowy oklep” ukradną ci komórkę. Pomijając tę dygresję oraz falę radości jaka nas opanowała mieliśmy przed sobą jeszcze kawał, ponad tygodniowej roboty. Nie tylko technicznej, ale także marketingowej i prezentacyjnej. Na szczęście w tym ostatnim pomogli nam sami organizatorzy poprzez zaproszenie na tego typu szkolenie. Co logicznie myśląc wiązało się z kolejną, jednodniową wycieczką do Warszawy.

Stanowisko numer pięć – zawartość stolików sesji plakatowej.
Będąc już na sesji plakatowej nie sposób było nie dostrzec, że nasze stanowisko jest ciut ubogie. Dwa notebooki, ciut rekwizytów, flipchart i dwa stoliki wraz z odrobiną gastronomii. No niestety, nikt nie wpadł na to, aby brać ze sobą dodatkowy sprzęt elektroniczny, czy inne interaktywne urządzenia. Był za to plakat, ulotki, chęci, dużo stresu i wraz z każdą kolejną godziną coraz więcej zmęczenia. Sędziowie chodzili w dwu i trzyosobowych grupach, którym kolejno trzeba było wytłumaczyć problematykę i zasady działania naszego rozwiązania.
Jak to wygląda w praktyce? W skrócie. Większość z członków jury to biznesmeni, dyrektorzy, menedżerowie i kilka osób związanych z technicznymi stronami rozwiązań. Część nastawiona jest na biznes, część na aspekty technologiczne. Jedni z chęcią posłuchają o tym jak działa aplikacja, a inni nie zrozumieją, bądź po prostu nie chcą słuchać na czym to wszystko w praktyce polega. Dla mnie niestety jest to jeden z negatywów Imagine Cup. W finałach jego specyfika z konkursu programistycznego zmienia się w sporym stopniu w marketingowo-biznesowy. Uogólniając należy sprzedać wszystko. Program, siebie i najlepiej stanowisko które prezentujemy także :]

Imagine Cup 2009 – gramy na emocjach na sesji plakatowej. Jak się bawić to się bawić, prawda? ;]
Bardziej wyważoną i pozytywną opinię na ten temat ma za to Tomaj:
Kilka słów o jury. Większość z nich sprawiała wrażenie prawdziwych biznesmenów. Pisząc ?prawdziwych? mam na myśli takich, którzy zachowują uśmiech na twarzy i nie dadzą po sobie poznać, że nie są zainteresowani tym, co do nich mówisz, lub, że wiedzą, że wciskasz im kompletny kit. Mam na myśli takich, którzy traktują Cię jak partnera, z którym można dobić interesu. Wyglądem i zachowaniem przystawali do zajmowanego przez siebie stanowiska. Specjalnie użyłem na początku sformułowania ?większość z nich?, bo zawsze znajdzie się czarna owca i każdy z finalistów na pewno doskonale wie o kogo chodzi ;). Okazało się również ? ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu ? że większość jurorów znała się na programowaniu. I to całkiem nieźle! Pytania o technologie, w których wykonaliśmy nasz program trochę nas więc zaskoczyły.
Ex aequo pozycja szósta!
Nam się nie udało wygrać. Zajęliśmy chlubne, szóste miejsce. Biorąc pod uwagę, że cała druga piątka takie zajęła – nie jest źle. Nie wiem, czy to z powodu, aby nie robić nikomu „przykrości”, czy po prostu dlatego, że niby walka była w miarę wyrównana. To czego jestem pewien, bo osobiście usłyszałem, to fakt, że poziom konkursu poszedł w górę. I podejrzewam, że w przyszłym roku ta tendencja będzie się utrzymywać.
Doss: z mojej perspektywy, mogę powiedzieć, że te wielkie projekty, wspaniałe rozwiązania i niedoścignione w geniuszu pomysły tworzą normalni ludzie, z którymi można pograć w kręgle, wypić piwo, a potem biegać bez spodni po pokoju ;) . Owszem, poziom konkursu (przynajmniej u nas w Polsce) był wysoki, aczkolwiek za skandal uważam fakt, że nie dostaliśmy się do pierwszej piątki ;P. Widać gdzie ludzie naprawdę mają dbanie o środowisko ;) . Żeby nie było, że przemawia przeze mnie gorycz porażki, powiem, że mój faworyt do wygrania zajął dopiero 4rte miejsce, przegrywając z konkurencją której program ma swój odpowiednik na necie w wersji 10 ;P. Niestety, nikt z jury nie sprawdził czy tamten „przełomowy” projekt nie istnieje już gdzieś w sieci…
Czego możemy narcystycznie sobie pogratulować? Na pewno interfejsu wychwalanego najczęściej przez oceniające nas osoby. I tu podziękowania dla Tomaja, odwaliłeś kawał dobrej roboty. Pomimo, że dla mnie osobiście temat który chcieliśmy zrealizować rok wcześniej był bardziej „chwytliwy” pod względem wykonania to także tegoroczna problematyka emisji dwutlenku węgla której się podjęliśmy w gruncie rzeczy była na czasie i jak to stwierdził jeden z sędziów „dobrze ugruntowana w milenijnych celach”.
Wśród ścisłej, finałowej piątki rywalizacja była jeszcze bardziej ostra. Prezentacje były konkretne, no może prócz jednej w której zdenerwowanie zabrało ewidentnie górę nad rozwagą. Zdarza się. Pewnie dlatego, że wśród publiki siedział menedżer konkursu rangi ogólnoświatowej – Joe Wilson (który nawiasem mówiąc przeprowadził bardzo żywe podsumowanie całej edycji, typowo w amerykańskim stylu). Jeżeli chodzi o wykonanie ich pomysłów – wybraliśmy sobie prawie zgodnie w grupie domniemanego zwycięzce, nie mniej jednak realizacje i możliwości praktycznie wszystkich teamów były na tyle profesjonalne i zaawansowane, że wybór ten był niezwykle trudny. Kogo wskazywaliśmy? Nie zdradzę, nie mniej jednak nie byli to zwycięzcy wybrani przez grupę sędziów. A żeby ostatecznie choć ciut zobrazować poziom konkursu mogę dodać, że w żadnym wypadku nie było wstydem „przegrać” z taką „piątką” jakiej nie udało się pokonać w tym roku…

Joe Wilson w trakcie prezentacji.
Focus… focus… focus…
Trzy słowa najczęściej powtarzane przez Joego w trakcie jego wystąpienia. Tłumacząc niedosłownie – „nie poddawać się, pracować, spełniać swoje cele”. Tak o to motywowali nas organizatorzy, przedstawiciele Microsoftu i Instytutu Wzornictwa Przemysłowego do dalszej pracy, do dalszego współzawodnictwa w przyszłych latach. Myślę, że skutecznie, a efekty będziemy mogli zaprezentować już… za rok :]
Tomaj: cały finał odbywał się w Instytucie Wzornictwa, który wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. O ile z zewnątrz wygląda on zupełnie przeciętnie, o tyle wnętrza zaprojektowane są niekonwencjonalnie, modernistycznie, troszkę w kierunku minimalistycznym, z pomysłem i ze smakiem. W różnych miejscach natknąć się można na małe ekspozycje, dzięki którym cały budynek nabiera charakteru i klimatu.
Reasumując…
Zdradziliśmy i tak za dużo. Ktoś teraz może pomyśleć… „idioci, zdradzają szczegóły możliwe, że przyszłej konkurencji!”. Może i tak, może i nie. Kto nie był, a chciałby spróbować – na pewno będzie miał przez ten wpis jakiś pogląd na to jak działają te całe konkursowe trybiki. My takiej szansy i informacji nie mieliśmy. Nie zdradziliśmy żadnych bardzo ważnych konkretów, bo fakt jest taki, że doświadczenia chętni nabędą dopiero na miejscu (a i faktycznie ten krok do przodu przed „nowymi” musimy mieć ;]). Więc albo Wam się uda i się wstrzelicie z projektem, albo wrócicie z bagażem pożytecznych wiadomości i prawdopodobnie bakcylem na start w kolejnej edycji. Grunt to podejść do współzawodnictwa z uśmiechem, przymrużeniem oka, żartem – i to, zostawiając powagę w domach udało nam się chyba osiągnąć :]
Tomaj: atmosfera całego przedsięwzięcia pt. Imagine Cup była niezwykle przyjazna dla każdego uczestnika, widać było, że organizatorzy dołożyli wiele starań, by zapewnić wszystkim poczucie komfortu i miło spędzonego czasu. Tutaj moje ukłony w stronę osoby Piotra Kramka ? głównego koordynatora i gościa ?od wszystkiego? – dobrze poinformowany, uczynny, miły, sympatyczny, słowem: pełen profesjonalizm. Nie mogę też nie wspomnieć oczywiście o przemiłych paniach w rejestracji, które pozwalały na chwilę zapomnieć o stresie związanym z sesją plakatową.
Ukłony powyższe są jak najbardziej na miejscu. Piotr – przynajmniej ze służbowego punktu widzenia to człowiek z poczuciem humoru i przede wszystkim nastawiony frontem do uczestników. Pewna przeciwwaga do obciążenia psychicznego kreowanego przez jurorów. Jak awansuje na jakieś wyższe stanowisko do przyszłego roku to miejcie, wszyscy przyszli i początkujący finaliści miejcie świadomość, że nie spotkaliście człowieka „na poziomie”, solidnie nakręcającego „ten biznes”.
I na koniec co dobrze zauważył Tomek:
Na szczególną uwagę zasługuje również impreza zorganizowana w klubie HulaKula ostatniego dnia. Widać było, że naprawdę zadbali o zapewnienie rozrywki dla nas ? rezerwacja na 20 torów do kręgli, 5 stołów bilardowych, wino i piwo za damkę (co prawda na pół z wodą, ale zawsze :P), zakąski wszelkiej maści ? po prostu pyszności. Szkoda, że zamknięto nam klub godzinę przed czasem (małe niedomówienie z menadżerem klubu) ale żalu chyba nikt do nikogo nie ma (na pewno nie ja), bo bawiliśmy się przednio ;).
Można tak relacjonować, opowiadać bardzo długo wchodząc to w coraz większe szczególiki. Spytacie czy warto? Warto, chociażby dlatego, że prócz pracy, presji i doświadczenia które się otrzyma na swoje barki, można także się dobrze bawić i rozluźnić. Osobiście pierwszy raz w życiu miałem okazję zagrać w kręgle i pewnie przez te wydarzenia nie będzie to ostatni ;]
Doss: pomijając moje drobne, wcześniejsze narzekanie, uważam, że IC jest bardzo dobrą inicjatywą, która naprawdę może zmienić świat. Nie przez to, że ktoś z nas napisze program, który niszczy połączenia w serwerach terrorystów, ale dzięki aktywowaniu ludzi (studentów – tak, to też ludzie) z całego świata – na pokazaniu im, że pomimo iż są tak młodzi, ich talent i praca (plus odrobina szczęścia) mogą okazać się wystarczające by małymi krokami budować lepszy świat.
Bo świat należy do nas – i to nie jest pusty frazes. Problem w tym, że tak niewielu w to wierzy, zapominamy, że tylko Ci co wierzą w to, osiągają sukcesy. Kto wie, czy w Tobie też nie siedzi osoba z potencjałem, który powali innych na kolana?
Moje przesłanie i lekcja z tego konkursu – wykorzystujcie swoje talenty najlepiej jak możecie, byście nigdy nie zarzucili sobie, że nawet nie spróbowaliście uczynić swojego świata lepszym.
I tym miłym akcentem, wraz z symbolicznym do zobaczenia dla współzawodników oraz jurorów, i podziękowaniem dla współpracowników uciekam w oczekiwaniu na miejmy nadzieję przyszłoroczne, kolejne, finałowe spotkanie… :]
Zapraszam do zapoznania się także z powiązanymi artykułami:
Wpis ten został opublikowany dnia:
poniedziałek, 25 Maj 2009 o godzinie 10:34
w działach Webhosting, Świat IT, Życie.
Możesz śledzić rozwój tematu, w tym odpowiedzi dla tego artykułu poprzez kanał informacyjny RSS 2.0.
Możesz także zostawić swój komentarz lub trackbackować ze swojej własnej strony.
Moje gratulacje dla Ciebie i całej Waszej ekipy! Mam nadzieję, że w przyszłości będziecie odnosić podobne i oczywiście… Zaszczytniejsze miejsca (podium ofkoz ;))
Pozdrawiam, dziki!
Pewnym jest, że będziemy walczyć o te zaszczytne miejsca, a co się z tym łączy o reprezentowanie Polski. I liczę na to, że wyniki zobaczymy już w przyszłym roku.
Dzięki bardzo za gratulacje i zapraszam częściej :D
Pozostaje tylko pogratulować i życzyć dalszych sukcesów!
Geniusze IT w Warszawie
http://capital24.tv/film/4c336f2d7c878/geniusze_it_w_warszawie